8fi Model Management blog

29
sie
Okiem modelki - relacja Marty z Taipei

Pierwszy zagraniczny kontrakt to chyba rzecz na którą początkująca modelka najbardziej czeka, ale też jedna z rzeczy, których najbardziej się obawia. Kiedy agencja napisała mi „przyjeżdżaj na polaroidy, agencja z Taipei jest zainteresowana” nie spodziewałam się, że kilka dni później usłyszę „lecisz początkiem czerwca”. Przyznam szczerze, że byłam w szoku i choć od zawsze chciałam lecieć na kontrakt miałam mnóstwo obaw, które jak się później okazało były całkowicie bez sensu. Przed kontraktem miałam miesiąc, więc wielkie zamieszanie w szkole z wcześniejszą klasyfikacją, a jeszcze większe z paszportem, ale nim się obejrzałam 10 czerwca siedziałam już w samolocie.

Najpierw Frankfurt, Pekin i Taipei. Podróż była ciężka. Pomijając to, że trwała 20 godzin, nie mogłam zmrużyć oka, a w głowie miałam tylko to, jak sobie poradzę i co czeka mnie na drugim końcu świata. Na Taiwan przyleciałam wieczorem, z lotniska odebrał mnie kierowca wynajęty przez agencję i to on zawiózł mnie do apartamentu. Gdy tylko weszłam na parking poczułam wielką fale gorącego powietrza - aż ciężko było oddychać i to uczucie niestety towarzyszyło mi jeszcze przez kolejne 2 tygodnie. Droga trwała ponad godzinę, więc miałam pierwszą okazję do zobaczenia miasta. Już od pierwszej chwili zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Wielkie budynki, wszędzie chińskie "robaczki", zaskakująca czystość i miliony skuterów na ulicach których właściciele, jak mi się wydaje, wcale nie przestrzegają jakichkolwiek przepisów…

   

Kiedy już dojechałam do mieszkania modelek odebrali mnie moi nowi agenci. Przywitali mnie z wielkim uśmiechem, pokazali mój pokój i krótko omówili to, jakie mają zasady. Po 30 minutach z castingów wróciła reszta dziewczyn. Polka, Rosjanka, Litwinka i Węgierka (co zmieniło się po miesiącu, bo doleciała do nas kolejna Rosjanka i dwie Ukrainki).

Byłam troszke zestresowana, ponieważ na samym początku kontraktu z moim angielskim nie było za dobrze (wstyd się przyznać po 7 latach nauki…) Dziewczyny na wstępie niestety nie zrobiły dobrego pierwszego wrażenia, pomijając Vivi - węgierkę która szybko do mnie podbiegła, zaczęła mnie przytulać i podnosić na duchu i od razu chciała wyciągnąć na miasto. Na szczęście udało mi się odmówić, wszystkie współlokatorki wyszły, a ja jak najszybciej położyłam się do łóżka. Pierwsze rozmowy na skype - pierwsze łzy i myśli typu „chce wracać do domu” Nie spodziewałam się, że czeka mnie pobudka o 2 w nocy, pod pretekstem ”Marta, wstawaj idziemy do sklepu, mam ochotę na czekoladę” i chyba tego mi było trzeba. Razem z Paulą odwiedziłyśmy pobliskie 7eleven kupując dosłownie wszystko. Cała noc rozmów, gotowania i jedzenia.

Pierwszy tydzień był ciężki. Codziennie castingi od rana do wieczora, zmiana czasu (6 godzin do przodu) przez którą nie mogłam spać, chińskie jedzenie, do którego ciężko się było przyzwyczaić (jednak później je pokochałam) i oczywiście pogoda, która uniemożliwiała normalne poruszanie się po mieście w ciągu dnia. Na szczęście do wszystkiego udało mi się przyzwyczaić i dosyć szybko przystosowac do nowej sytuacji. Zaczęło się normalne życie i najwspanialsze wakacje mojego życia. Castingi kończyłyśmy około 17-18:00 więc cały wieczór miałyśmy dla siebie.

Każdy casting wygląda praktycznie tak samo. Wchodzą modelki, stają koło siebie, z szerokim uśmiechem który zawsze jest niezbędny, a booker przedstawia klientowi każdą z osobna. Później już tylko kilka zdjęć, pozowanie i czasami kilkakrotna zmiana ubrań. Spędzając większość dnia w samochodzie miałam okazję dobrze poznać dziewczyny i nawiązać pierwsze przyjaźnie. Nie mam pojęcia kto wymyśla te bzdury o brutalnym świecie modelek i wielkiej konkurencji (czas między castingami wykorzystywałyśmy zawsze jak najlepiej :D )

Każdy mój wieczór wyglądał inaczej. Razem z dziewczynami chodziłam na siłownię, chińskie obiady, night markety, spotkania z innymi modelami, kręgle, gorące źródła i oczywiście na plażę, która w taipei jest nieziemska ☺ Zawsze starałyśmy się jak najlepiej wykorzystać każdy nasz wspólny dzień.

   

W połowie wyjazdu miałam również okazję przeżyć swój pierwszy TAJFUN. Dwa dni wolne od pracy, pozamykane sklepy, zero ludzi na ulicach, deszcz, wielki wiatr i co chwile ogromny huk. Na szczęście nic złego nikomu się nie stało a ten czas spędziłyśmy w mieszkaniu w dobrej atmosferze, szczerze mówiąc trochę przymusowego odpoczynku wszystkim wyszło na dobre.

Nie można też zapomnieć o najważniejszym celu mojego kontraktu - pracy. Dzień wcześniej dostawałam mapki z adresem i dojazdem, więc nigdy nie miałam problemu z trafieniem. Tym bardziej, że metro było dosyć proste i szybkie, a jeśli już gdzieś się zgubiłam pytałam ludzi którzy zawsze byli chętni do pomocy. Każdy dzień w pracy mijał mi bardzo szybko i w świetnej atmosferze. Kilka razy miałam też pracę dzięki której mogłam zobaczyć naprawdę wspaniałe miejsca takie jak sesja do katalogu realizowana w górach, czy sesja na łódce pośrodku morza.

   

   

   

Ludzie na Tajwanie są niesamowici. Zawsze uśmiechnięci, przyjaźni. Już w pierwszych godzinach nawiązywałam z każdym bardzo dobry kontakt przez co często spotykałam się z osobami z ekipy również poza pracą. Europejczycy na Tajwanie robią sensację. Czasami nawet kilka razy dziennie zdarzały się sytuacje że ludzie podchodzili do nas z prośbą o zrobienie wspólnego zdjęcia.

Jednym z najpiękniejszych moich dni na Tajwanie była wycieczka ze znajomymi do parku przyrody, a dokładniej nad wodospad w miejsce które co prawda było zamknięte dla ludzi, ale nasi tajwańscy przyjaciele nie bardzo się tym przejmowali :D Nigdy w życiu nie widziałam czegoś tak wspaniałego. Sama natura, błękitna woda, wodospady a dookoła lasy wyglądające jak dżungla. Miejsce idealne.

Tak mijał mi dzień za dniem castingi, praca, przyjemności. Ostatni tydzień był chyba jednym z najbardziej szalonych. Codziennie praca i chęć spędzania jak największej ilości czasu z przyjaciółmi, ciężko było to pogodzić. Wszyscy zaczęli wyjeżdżać i bardzo ciężko było pożegnać się z ludźmi którzy stali się mi naprawdę bardzo bliscy, ale świat jest mały, w szczególności dla modelek. Zatem wierzę w to, że z większością będę miała jeszcze okazję się spotkać na następnych kontraktach, na które czekam z niecierpliwością. Swoją ostatnią noc spędziłam na spacerach z przyjaciółkami i wspominaniu wszystkich szalonych rzeczy.

Poznałam wspaniałych ludzi, nawiązałam międzynarodowe przyjaźnie które trwają do teraz i jestem pewna że będą trwały jeszcze bardzo długo, zdobyłam wielkie doświadczenie odnośnie pracy modelki. Pozowanie, chodzenie, zachowanie na castingach, ubiór który pokazuje twoje zalety, a ukrywa wady, wszystko co w tym zawodzie niezbędne.

Zobaczyłam miejsca, których zapewne nigdy nie udałoby mi się zobaczyć gdyby nie moja praca. Bardzo się usamodzielniłam, co wyszło mi na dobre i oczywiście podszkoliłam angielski który teraz jest duuużo lepszy :D I co najważniejsze mam wspaniałe wspomnienia z najlepszych wakacji w moim życiu, których nigdy nie zapomnę!

Mimo to, że czasami zdarzały się gorsze dni, zmęczenie, tęsknota i chwilowa chęć powrotu do domu (naprawdę tylko chwilowa :p) z perspektywy czasu nie widzę żadnych minusów tego wyjazdu. Wróciłam do domu z wielkim doświadczeniem, wspomnieniami, energią i motywacją do nauki! Pokochałam Taipei i z pewnością kiedyś tam wrócę, ale najpierw chcę odwiedzić inne, nieznane jeszcze dla mnie, zakątki Azji.

   

Marta Lityńska @ 8fi Model Management

Tagi: agencja modelek na Tajwanie, Marta Litynska, modelka na Tajwanie, Okiem modelki - relacja Marty z Taipei, relacja z kontraktu w Taipei,
27
lut
Okiem modelki - relacja Angeli z Seulu

Nigdy nie sądziłam, że będzie mi dane tak szybko po raz drugi odwiedzić Azję, jednak los uśmiechnął się do mnie i tak oto cały miesiąc spędziłam w stolicy Korei Południowej - Seulu. Byłam bardzo zadowolona z propozycji wyjazdu, ale również pełna obaw, bo w końcu wyjazd w samym środku roku szkolnego to wiele do nadrobienia. Jak się okazało później, te obawy były zupełnie nieuzasadnione. 

Wyjazd był zaplanowany zaraz po Sylwestrze, więc trudno było pogodzić przygotowania świąteczne, wyjazd do ambasady w celu wyrobienia wizy oraz wielkie pakowanie. Ale jak mówi stare polskie porzekadło ,,Dla chcącego nic trudnego” i tak oto 2 stycznia znalazłam się w samolocie do Frankfurtu, a później już zmierzałam prosto do Seulu.

12 godzin lotu, 8-godzinna różnica czasu i co najgorsze minus 18 stopni - tak ,,ciepło” przywitało mnie miasto. W wyznaczonym miejscu czekał już na mnie manager, wizyta w agencji przebiegła bardzo sympatycznie, pokazano mi, w jaki sposób będę się dowiadywać o castingach. Po prostu logowałam się na stronie agencji i mogłam zobaczyć gdzie, o której i do czego mam casting, więc mimo że agencja była bardzo blisko, nie musiałam tracić dodatkowo czasu by codziennie tam chodzić i dowiadywać się o rozkładzie mojego dnia.

Po przekazaniu wszystkich niezbędnych informacji mogłam już jechać do mieszkania dla modelek. Jednak nie na długo, bo miałam czas tylko wziąć prysznic, poprawić makijaż i już pierwszego dnia miałam castingi co bardzo mnie ucieszyło ☺ Jak się później okazało, mieszkałam w słynnej już dzielnicy Gangnam :D (Każdy chyba wie skąd kojarzymy tę dzielnicę :P ).

 

Dni na początku mojego pobytu wyglądały praktycznie identycznie, castingi, na które wożono nas samochodem, pokazywanie się fotografą, aż w końcu dostałam swoja pierwszą prace w Korei – reklamę promującą magazyn GRAZIA.

Castingi przebiegały zwykle tak samo, godzinami nawet czeka się na swoją kolej, wchodzisz i masz dosłownie 5 minut by oczarować klienta i sprawić by to właśnie ciebie dziś wybrał do swojej pracy. Co do ubioru, każda modelka ma inne wady i zalety, a naszym zadaniem jest wyeksponować te najlepsze atuty, wtedy czujemy się oczywiście pewniejsze.

   

W końcu nadszedł dzień mojej pierwszej pracy, fakt że wystąpię w reklamie telewizyjnej sprawiał, że z minuty na minutę byłam coraz bardziej podekscytowana. Piękne makijaże, fryzury oraz ciuchy od najlepszych projektantów, wszystko było dopięte na ostatni guzik☺ Liczne powtarzanie scen sprawiło, że pod koniec dnia byłyśmy bardzo zmęczone ale również dumne ze swojej pracy.

Zanim się obejrzałam już minęła ponad połowa mojego pobytu a ja przecież jeszcze nic nie zwiedziłam!!! Musze przyznać że miasto jest naprawdę duże, ale jako osobe nie lubiącej zimy nie przypadło mi do gustu aż tak, jak pewnie by mnie oczarowało podczas lata ☺ Natomiast liczne miejsca do zwiedzania z cała pewnością były warte zobaczenia.

Narodowy Pałac wywarł na mnie ogromne wrażenie. Co do jedzenia koreańskiego oczywiście miałam okazje go spróbować, ale zdecydowanie nie dla mnie, bo nie jestem fanką ostrych potraw, a za tym najbardziej przepadają Koreańczycy. I tak minął miesiąc mojego pobytu w Seulu☺ Wszystko co zobaczyłam i przeżyłam na zawsze zostanie w mojej pamięci ☺ Praca modelki jest ciężka, ale wyjazdy w których mamy okazje uczestniczyć, miejsca które możemy zobaczyć naprawdę wynagradzają wszystko.

Angela @ 8fi Model Management

Tagi: agencja modelek z Krakowa, kontrakt w czasie ferii zimowych, kontrakt w Seulu, okiem modelki, relacja Angeli z kontraktu w Seulu,
19
lis
Okiem modelki - relacja Eweliny Kubit z Pekinu

Pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj, telefon z agencji z wiadomością, że prawdopodobnie jadę do Chin i to na 3 miesiące. Było to jak grom z jasnego nieba, mój pierwszy kontrakt, mój pierwszy wyjazd za granicę na tak długi czas i mój pierwszy lot samolotem. Zostało tylko szybko zdać egzaminy, wyrobić wizę, spakować się i pożegnać z najbliższymi.

Muszę przyznać, że na początku trochę się bałam, momentami miałam małe wątpliwości, ale bardzo chciałam tego wyjazdu, od zawsze marzyłam o kontrakcie zagranicznym. Teraz mogę śmiało powiedzieć, że warto było zaryzykować.

Pekin, tam właśnie spędziłam niesamowite 3 miesiące. Nie zapomnę nigdy mojego pierwszego wrażenia, gdy zobaczyłam to miasto. Wszędzie samochody, ogromny hałas uliczny, temperatura sięgająca 40 stopni, nieprzyjemny zapach i jeszcze ten brud na ulicach.

Okazało się, że to tylko przedmieścia i gdy pojechałyśmy na pierwszy casting, do centrum, całkowicie zmieniłam moje zdanie co do tego miasta. Wysokie budynki, bardzo ciekawa architektura, super samochody ☺, od razu zaczęło mi się podobać. Ale dopiero jak zobaczyłam pierwszy raz miasto nocą to zrozumiałam, że jestem wielką szczęściarą, że się tu znalazłam.

Początki oczywiście były trudne, ale nie było aż tak źle, to dzięki super współlokatorkom z którymi mieszkałam. Jeśli były jakieś problemy, to zawsze się wspierałyśmy. Dzięki temu wyjazdowi poznałam wielu bardzo sympatycznych ludzi, których nigdy nie zapomnę.

 

Nasz dzień wyglądał jak każdy dzień modelki: pobudka, kilka castingów i wieczór zazwyczaj wolny. Chodziłyśmy wtedy na pyszne obiady do bardzo fajnych restauracji a potem oczywiście na imprezy ☺. Czasem miałyśmy dzień wolny, więc zawsze starałyśmy się coś zwiedzić i muszę przyznać , że udało mi się prawie wszystko zobaczyć, o czym wcześniej tylko marzyłam.

Najlepszym momentem, na który czekałam, był przylot mojego chłopaka z Polski. Pomimo tego, że w czasie jego pobytu miałam najwięcej castingów, to i tak udało nam się znaleźć wolny czas i zwiedzić razem różne miejsca, m.in. Zakazane Miasto.

Cieszę się bardzo, że miałam możliwość zobaczenia nie tylko Pekinu, ale wielu innych pięknych chińskich miast, w których miałam pokazy. Jestem niesamowicie szczęśliwa, że udało mi się wziąć udział w pokazie Diora.

Pokaz ten był dla mnie chyba największym przeżyciem i spełnieniem kolejnego marzenia. ☺

   

Jestem wdzięczna, że miałam możliwość takiego wyjazdu. Była to największa przygoda mojego życia. Zwiedziłam tyle ciekawych miejsc, których zapewne nie udało by mi się zobaczyć gdybym nie była modelką. Chiny to piękny kraj i nigdy nie zapomnę tego co tam przeżyłam.

   

Ewelina @ 8fi Model Management

Tagi: Ewelina Kubit, kontrakt w Pekinie, modelka w Pekinie, okiem modelki,
6
lis
Okiem modelki - relacja Natalii Kuternogi z Tokyo

Japonia.

Odkąd zaczęłam moją przygodę z modelingiem ciągle słyszałam, że mój typ urody jest świetny na azjatycki rynek, że powinnam koniecznie spróbować tam swoich sił.

Kiedy agencja dała mi znać, że bardzo spodobałam się scoutowi jednej z tokijskich agencji, który odwiedził Kraków w poszukiwaniu nowych twarzy, skakałam ze szczęścia. Dosłownie.

Ogromny entuzjazm na wieść o pierwszym kontrakcie został trochę stłumiony przez coś, co jest chyba największym problemem dla 16-letniej modelki – rodzice. Jednak dość uparcie postawiłam na swoim i zanim się obejrzałam już siedziałam w samolocie, czekając na najlepsze wakacje życia!

Wszystko wydawało mi się surrealistyczne. Przecież to kraj tak daleki, inny, dziwny… Kraj, w którym już w pierwszy dzień zakochałam się do szaleństwa!

Pierwszy dzień był ciężki.Miałam pół godziny na szybki prysznic i już musiałam pędzić na 6 castingów. Nie zapamiętałam imion żadnej z nowopoznanych osób, wszyscy japońscy bookerzy wyglądali dla mnie tak samo. Wszyscy byli też niewyobrażalnie mili i uśmiechali się tak, że nawet po 13-godzinnym locie miało się ochotę odwzajemniać ten uśmiech ;)

W pierwszy dzień miałam też swoją pierwszą pracę - na 33. piętrze skyscrapera. Widok był… niesamowity!

Tokyo wygląda w gruncie rzeczy trochę jak Nowy York, z tą różnicą, że wszędzie jest pełno japońskich znaczków. Jest też niesamowicie czysto, przy absolutnym braku koszy na śmieci na ulicach (co było chyba jedną z najbardziej dziwych rzeczy dla modelek :D). No i Japończycy, tłumy Japończyków wszędzieeeeeeeee. Japończyków, którzy obok Europejek nie przejdą nigdy obojętnie.

Na castingi w Japonii jest się zawożonym przez bookerów, którzy Cię reprezentują, przedstawiają. Przepis na japoński sukces? Uśmiech! Bycie ponurym na castingach to branżowe samobójstwo. Oni kochają wszystko co „kawaii” (urocze, śliczne, słodkie).

 Do jednej z moich prac musiałam lecieć na wyspę Hokkaido - niezapomniane widoki i typowo japońska kultura, która w stolicy trochę zanika.

Co do jedzenia to nie jestem fanką "japońszczyzny". Bookerzy starali się mnie przekonać do typowych japońskich posiłków, ktore sa bardzo zdrowe, jednak agencyjne kolacje kończyły się zmianą japońskich knajpek na pizzerie. Jedyne za czym tęsknię to słodycze (do mojej agencji: tylko kosztowałam, naprawdę :D ).

W te dwa i pół miesiąca zawarłam międzynarodowe przyjaźnie, które wciąż utrzymuję (ludzie byli naprawdę fantastyczni, nie wiem kto wymyśla te stereotypy o brutalnym świecie modelek), zwiedziłam miejsca, w które pewnie nigdy sama bym się nie udała, podszlifowałam język angielski.

Praca modelki jest wbrew pozorom ciężka, ale korzyści które przynosi są warte tej ceny! Moja walizka już niecierpliwie czeka na kolejną podróż!

Natalia @ 8fi Model Management

Tagi: kontrakt w Tokyo, modelka w Tokyo, Natalia Kuternoga, okiem modelki,
12
paź
Okiem modelki - relacja Kasi Gandor z Nowego Jorku

,,Zostałaś właśnie potwierdzona przez Elite z Nowego Jorku.”

Pamiętam te słowa, jakby zostały wypowiedziane minutę temu. Telefon z agencji odebrałam w autobusie, co wykluczało pisk, skoki i wrzask szczęścia, jednak mimo kamiennej twarzy, jaką zachowałam, był to najlepszy telefon jaki dane mi było odebrać.

Na swój pierwszy wyjazd czekałam ponad rok. Kilkanaście miesięcy oczekiwania, snucia planów, starań, castingów, większych i mniejszych wzlotów i upadków, zawiedzionych i rozbudzonych nadziei, zwątpień i przypływów wiary w siebie.

Czas na rozpoczęcie kontraktu był idealny. Właśnie skończyłam liceum, napisałam maturę, przede mną rozpościerała się wizja najdłuższych wakacji życia i dylemat w jaki sposób zagospodarować ten czas. Rozwiązanie znalazło się samo, a potem wszystko potoczyło się już szybko.

Podpisanie kontraktu. Ustalanie szczegółów. Wiza. Kilkanaście godzin lotu.

Pierwszym miejscem, do którego zawitałam po przylocie była oczywiście agencja. Zostałam przywitana w naprawdę ciepły sposób, a bookerzy przeprowadzili ze mną dłuuugą rozmowę o tym jak będzie wyglądać nasza współpraca. Wszystko zostało mi wyłożone w sposób bezpośredni i łopatologiczny, żadne z moich pytań (nawet tych nie najmądrzejszych) nie pozostało bez odpowiedzi, a agenci cierpliwie czekali aż skończę monolog o moich obawach i niepewnościach. Od czasu tej rozmowy, rozumieliśmy się doskonale, a wszelkie niejasności wyjaśnialiśmy jednym telefonem. Mogłam liczyć na wsparcie agencji w każdym momencie, a ich solidność i zaangażowanie często wprawiały mnie w zdumienie.

 

Jednym z głównych celów mojej podróży do Nowego Jorku było zbudowanie porządnego portfolio. Od razu po przylocie, rozpoczęłam więc serię spotkań z fotografami ze wszystkich zakątków świata. Sesje testowe są chyba tym punktem podróży, który będę wspominać najmilej. Każdy z fotografów wykazywał się stuprocentowym profesjonalizmem, talentem, pasją i szacunkiem dla ekipy biorącej udział w sesji. Każdy w zespole znał dokładnie swoje miejsce i zakres obowiązków, a pomysł na zdjęcia był efektem burzy mózgów wszystkich osób obecnych w studiu.

W trakcie tych sesji zrozumiałam, że o magii i uroku zdjęcia nie stanowi tylko ilość makijażu, jakość strojów i nagromadzenie elementów scenografii. O wartości zdjęć decyduje przede wszystkim atmosfera panująca na planie, interakcje i chemia między członkami ekipy i pasja z jaką podchodzą do swojej pracy. Takie spotkania były dla mnie OLBRZYMIĄ dawką inspiracji.

Gdy moja książka była już gotowa, mogłam podejść do realizowania drugiego celu tego wyjazdu – wzięcia udziału w castingach do zbliżającego się Fashion Weeku. Okres castingów to czas naprawdę wzmożonego wysiłku. Kilkanaście spotkań w ciągu dnia (z których większość zazwyczaj zbiega się w czasie), tłumy dziewczyn, ogromne kolejki, stres, spóźnione metro, brak czasu na cokolwiek, cały dzień w biegu, agencja dobijająca się na telefon o każdej porze dnia (i nocy też) informująca o dodatkowych castingach, przymiarkach i ewentualnych call backach to modelingowy chleb powszedni. Kiedy wreszcie po tak ogromnym wysiłku dostaje się informację o zabukowaniu tego pierwszego pokazu, radość jest nie do opisania. ☺

   

Sam Fashion Week jest w Nowym Jorku wydarzeniem bardzo dobrze nagłośnionym. Ekscytują się nim nie tylko osoby związane z modą, ale też przeciętni mieszkańcy zajmujący się na co dzień innymi sprawami. Często w metrze, kawiarniach czy na ulicy mogłam usłyszeć rozmowy o tygodniu mody i związanymi z nim imprezach. Na backstage’u wręcz roi się od paparazzi, kamer, dziennikarzy, przedstawicieli radia, prasy, telewizji i blogerów przekazujących na bieżąco relacje z przygotowan i pokazów do mediów. Atmosfera jest naprawdę gorąca i napięta. Sztab makijażystów, fryzjerów, stylistów, budowniczych (ktoś musi postawić wybieg), scenarzystów, operatorów kamer, fotografów, krawców i asystentów uwija się już na kilka lub kilkanaście godzin przed rozpoczęciem pokazu. Ogrom pracy, jaka trzeba wykonać, aby zagwarantować powodzenie show, jest niewyobrażalny. Godzinne opóźnienia są na porządku dziennym, a modelki wychodzące na wybieg w złej kolejności i niedopasowanych ciuchach to norma.

Przy tak ogromnym wydarzeniu, w które zaangażowane są setki osób, dopilnowanie wszystkiego jest zwyczajnie niemożliwe. Moje wyjścia na wybiegu na szczęście obyły się bez łamania obcasów czy paradowania w wybrakowanym stroju i tym podobnych przygód. Zresztą, nawet gdyby coś poszło nie tak, to radość z wzięcia udziału w takim wydarzeniu, rekompensuje wszystko.

Modeling działa jak system naczyń połączonych. Praca w trakcie jednego kontraktu owocuje większymi możliwościami na podjęcie się kolejnego wyjazdu. Sesja z jednym fotografem sprawia, że interesuje się tobą kolejny. Jedna kampania z twoim udziałem zwiększa szansę na kolejną. Każdy casting sprawia, że zapamiętuje cię kolejna osoba, która w przyszłości może mieć wpływ na to, gdzie, z kim i jak będziesz pracować. Nie inaczej było w moim przypadku.

Dzięki pracy jaką wykonałam w Nowym Jorku, miałam okazję podpisać kontrakt z agencją z Paryża i wziąć udział w tamtejszym tygodniu mody. Teraz czeka na mnie Londyn. Dotychczasowe kontrakty, poza poznaniem mechanizmów działania modelingu, nauczyły mnie też samodzielności, opanowania, dystansowania się i odróżniania tego co ważne, od bzdur. Na pewno stałam się bardziej otwarta i pewna siebie. Przyjaźnie, jakie zawarłam będą trwać jeszcze długo, a oszlifowany angielski przyda się zawsze, nawet po zakończeniu mojej przygody z tą branżą. Z obecnej perspektywy wszystkie moje początkowe obawy co do wyjazdu wydają się być po prostu śmieszne. Teraz mogę ze stuprocentową pewnością powiedzieć: podróże kształcą. ☺

Kasia Gandor @ 8fi Model Management

Tagi: Kasia Gandor, kontrakt w Nowym Jorku, modelka w Nowym Jorku, okiem modelki,

archiwum

kategorie

tagi

linki