8fi Model Management blog

14
sie
Okiem modelki - Natalia w Seulu, Taipei, Guangzhou, Hong Kongu

Okiem modelki - Natalia w Seulu, Taipei, Guangzhou, Hong Kongu

Rok. Dokładnie rok temu napisałam maturę i pewna swojej decyzji pakowałam walizkę, czekając niecierpliwie na kolejną przygodę. Koniec liceum to czas, kiedy czekają nas bardzo trudne wybory, ale dla mnie decyzja była jasna i prosta. Odkąd zaczęłam moja przygodę z modelingiem wiedziałam, że jest to dla mnie ogromna szansa i zdecydowałam, że po maturze chcę podróżować full time. Próbowałam pogodzić wyjazdy ze szkołą, ale wiem, że ze studiami nie byłoby już tak łatwo. Nie żałuję tej decyzji, wiem, że pójdę na nie za rok czy dwa. Aktualnie przeżywam wspaniałą przygodę w miejscach, w których nigdy bym się nie znalazła, gdyby nie moja praca.

   

 Seul, Korea Południowa

W Korei byłam już dwa razy. Raz w zimie, a raz w środku lata. Nie potrafię powiedzieć który moment i sezon był lepszy. Każdy pobyt w Seulu był inny, bo miejsce tworzą ludzie. Ja pod tym względem dwa razy byłam ogromną szczęściarą, dlatego Seul jest zapisany w mojej pamięci jako niesamowite miejsce!

Zima w Korei jest mroźna. Pada też śnieg. Pamiętam jak wychodziłyśmy z dziewczynami w szpilkach z agencyjnego minivana na castingi, modląc się żeby nie wywrócić się gdzieś po drodze.

Lato jest upalne, ale prawie nigdy nie świeci słońce.

  

Rynek modelingowy w Korei nie ma konkretnych typów urody ani sylwetki, które są bardziej pożądane niż inne. Popracuje tu zarówno wysoka dziewczyna o niebanalnej urodzie, jak i niska, kobieca piękność. Jest to dobry rynek na pierwszą podróż. Castingi są łatwe, ale często zatłoczone. Wszędzie wożą Cię bookerzy agencyjnym minivanem. Jest to jedyny rynek, w którym zawsze jedziesz z kimś do pracy. Dlatego z łatwością poradziłyby tutaj sobie nowe dziewczyny, bo 24/7 będą otoczone opieką ze strony agencji. W Korei można zarobić i zrobić bardzo ładne zdjęcia.

Z pewnością tam jeszcze wrócę!

   

Taipei, Tajwan

Tajwan to przepiękna wyspa. Plaża, góry, wodospady, czyste miasto, zdrowa żywność i pyszna kawa na każdym kroku.

Jednak bycie modelką na Tajwanie jest trudne. Agencje i klienci bardzo dokładnie sprawdzają wymiary. Najwięcej pracują naprawdę szczupłe dziewczyny o dziecięcej urodzie. Klienci czasami wymagają od modelki akrobatycznych umiejętności, a czasami chcą, żebyś tylko stała prosto i nie pozowała wcale. Wszyscy ludzie w branży się znają, dlatego trzeba być zawsze miłym dla wszystkich. Klientowi może polecić Cię fryzjer, makijażystka czy fotograf. To od nich wiele zależy. Każda sesja jest inna, ciekawa. Na sesji zawsze trzeba się wczuć w jakąś rolę. Sceneria i rekwizyty i są często budowane specjalnie na potrzeby sesji i robią ogromne wrażenie.

Taipei dużo mnie nauczyło. Podpowiedziało, nad czym powinnam popracować aby stać się lepszą w tym co robię. Jak w każdym miejscu poznałam tam niesamowitych ludzi i przeżyłam naprawdę fajne chwile.

Guangzhou (Kanton), Chiny

W Chinach jest ciężko. Ale jeśli masz odpowiednich ludzi dookoła siebie, to pozornie nieprzyjemne miasto staje się jednym z Twoich ulubionych!

Mam swoje ulubione restauracje, kluby, wiem gdzie szukać znajomych w piątkowy wieczór. Praca jest bardzo ciężka. Mnóstwo outfitów, trzeba pozować bardzo szybko, ale wciąż z gracją. Były momenty, kiedy widząc ile ubrań mam w danym dniu na siebie założyć i ładnie je zaprezentować wątpiłam w to, czy dbam radę. Ale zawsze na koniec dnia, po skończonej pracy i przepracowanych godzinach (w Chinach klienci płacą określana stała stawkę za każdą przepracowaną godzinę) byłam z siebie bardzo dumna i odzyskiwałam energię, by spędzić jeszcze trochę czasu ze znajomymi i ponarzekać sobie wspólnie na klientów.

Nikt tak dobrze Cię nie wesprze i zrozumie jak ludzie, którzy codziennie robią dokładnie to samo, co ty.

  

Hong Kong

Nie byłam zbyt podekscytowana wyjazdem do Hong Kongu. Jak bardzo się myliłam! Był to jeden z moich najbardziej udanych wyjazdów!

To był pierwszy wyjazd na którym musiałam praktycznie od pierwszego dnia poruszać się po mieście sama. Na szczęście wszystko jest w języku angielskim, który jest drugim językiem urzędowym w Hong Kongu. W agencji bywałam tyko raz w tygodniu, kontaktowałam się z nimi głownie przez e-maile oraz WhatsAppa.

Chyba nigdzie nie czułam się tak swobodnie jak w Hong Kongu. Agencja traktowała nas jak dorosłe osoby, wyraźnie zaznaczając że to, ze jesteśmy tutaj po to by pracować wcale nie znaczy, że nie mamy prawa do życia towarzyskiego. Hong Kong jest malutki i zazwyczaj wszyscy się tutaj znają. Nikt tak do końca nie wie, jak ogólnie określić jaki typ urody będzie dobrze pracował w Hong Kongu. Jest to wciąż Azja dlatego chudziutkie babyface’y będą dobrze pracować (jak praktycznie wszędzie). Ale z racji tego, że jest tu bardzo dużo magazynów popracują tez dziewczyny o urodzie bardziej fashion. Co do chłopaków to tez raczej szczupli ale dobrze zbudowani, o dziecięcej urodzie.

  

Prace są przeróżne. Jak wspominałam wcześniej jest bardzo dużo magazynów i gazet, miesięcznych i tygodniowych, które stałe potrzebują modeli i modelek. Bardzo łatwo tez zrobić edytorial do znanych na całym świecie tytułów jak Elle czy Harper’s Bazaar. Mi udało się zrobić trzy miesiące pod rząd edytoriale dla Cosmopolitan. Można tu zrobić lookbooki, katalogi oraz kampanie (które nazywane są tu 'fashion printami'). Są to tutaj najlepiej płatne prace. Całkiem niezłe płatne są też pokazy i eventy, co w Azji jest raczej fenomenem.

  

Dla mnie, tutaj w Hong Kongu spełniło się jedno z największych marzeń. Już w mój pierwszy castingowy dzień udało mi się zabookowac sesję zdjęciową która miała się odbyć w Sydney w Australii! Spędziłam tam cztery niesamowite dni. Praca była przyjemnością. Ekipa była zgrana i wyluzowana. Każdy chciał skończyć jak najszybciej i uciec na plaże czy cos pozwiedzać. Pozowałam z dwoma kolegami i koleżanka, których poznałam wcześniej w Hong Kongu i z którymi spędziłam naprawdę świetny czas w Sydney. Ciągle wybuchaliśmy śmiechem nie wierząc gdzie jesteśmy. W Sydney mieszka też moja koleżanka, która z chęcią pokazała mi parę pięknych miejsc. Akurat w sprawach biznesowych byli tam tez moi bookerzy z Seulu. Spędziłam z nimi wszystkimi naprawdę świetny czas! A klienci tak mnie polubili, że pracowałam z nimi później jeszcze wiele razy i nawet zostałam dla nich troszkę dłużej w Hong Kongu.

W Hong Kongu miałam moją najlepszą ale również najgorsza prace w życiu. W marcu/kwietniu jest sezon na tzw. 'student project'. Jest to praca z młodymi absolwentami hongkońskich szkół artystycznych. Pracowałam więc często z moimi rówieśnikami, co było z jednej strony fajnym doświadczeniem, ponieważ mogłam zobaczyć jak bardzo różni się azjatycka młodzież od europejskiej. Jednak ich wyobraźnia nie ma granic i zazwyczaj bardzo cierpiały na tym moja twarz i włosy. Młodych zdolnych nie stać na zapewnienie posiłku w pracy. Są bardzo wymagający i dopiero zbierają doświadczenie więc to, czy ich projekt wypadnie dobrze zależy głownie od ciebie. Musisz tez dawać im wskazówki, dbać o to, czy światło jest dobrze ustawione i o inne rzeczy, które zazwyczaj nie należą do twoich obowiązków. Nie brzmi to tak strasznie, ale jest to naprawdę irytujące.

  

Hong Kong polecam też jako miasto. Sprawdzi się zarówno dla miłośników wspinaczek górskich jak i zwolenników leniuchowania na plaży. Jest tu tez wiele chińskich tradycyjnych świątyń i marketów. Miasto jest czyste, pełne szklanych wieżowców i wysokich bloków. Wszystko jest po angielsku i większość ludzi posługuje się tym językiem. Pierwszy raz na kontrakcie tak trudno było mi wyjechać. Zmieniałam datę biletu lotniczego dwa razy. Nazywam Hong Kong moim Home Kongiem i planuję tam prędko wrócić! Już od mojego pierwszego dnia ludzie ostrzegali, ze kto do Hong Kongu przyjeżdża raz, zostaje tam na zawsze. Śmiałam się wtedy, a teraz rozumiem, co każdy miał na myśli.

Ciężko mi było pożegnać się ze znajomymi, z miastem, które jest fantastyczne, a nawet z pracą, która nie jest tak ciężka jak w Chinach.

 

Osaka, Japonia

Kolejnym moim przystankiem jest Osaka w Japonii. Jestem nastawiona na odpoczynek po dość intensywnym życiu w Hong Kongu i zwiedzanie. Chciałabym dowiedzieć się więcej o kulturze Japonii i mam nadzieje, ze spokojniejsza od Tokyo Osaka i bliskość miast takich jak Kyoto czy Nara mi w tym pomoże. Trzymajcie kciuki ;)! Jeśli ktoś wybiera się w jedno z miejsc o których wspomniałam i ma jakieś pytania chętne pomogę i podzielę się doświadczeniem.

Natalia :)

Tagi: 8fi Models Kraków, modelka na kontraktach, modelka w Guangzhou, modelka w Hong Kongu, modelka w Seulu, modelka w Taipei, Natalia Kuternoga, okiem modelki, reportaż modelki z podróży, rok z życia modelki,
1
kwi
Okiem modelki - relacja Pauli z Hong Kongu

Bardzo długo zbierałam się, żeby cokolwiek napisać, a gdy zaczynałam to od razu kasowałam, bo uważałam, że tekst ma masę błędów lub jest po prostu nudny.

W końcu się udało i z chęcią opowiem co nieco o Hong Kongu, bo pamiętam jak sama zastanawiałam się nad modelingiem i nad agencją, a po przeczytaniu wszystkich relacji, które pojawiły się na blogu zdecydowałam, że chce być w #8fimodelsmafia, bo podróże to to, co zawsze mnie interesowało :D

   

Okej, po kolei.

Telefon. Hong Kong?

Przez dwa i pół miesiąca? Zdana tylko na siebie? Pierwszy trzynastogodzinny lot? Czemu nie. Na to czekałam!

Spakowana i podekscytowana pojechałam na lotnisko. Pożegnałam się ze wszystkimi i nie ma co ukrywać, nie obyło się bez łez. Nigdy nie wyjeżdżałam na tak długo, ale wcześniejsze wycieczki trochę mnie przyzwyczaiły, nie ukrywam, lubię wyjeżdżać.

Hong Kong jest przepięknym miejscem. Wystarczy pół godziny i jesteś nad morzem albo na górskim szlaku albo na najwyższym szczycie w mieście i podziwiasz widoki. Widoki, które zapierają dech w piersiach. Co tu dużo gadać, wystarczy zobaczyć zdjęcia. I nie, tam nie śmierdzi i nie jest brudno, nie mam pojęcia dlaczego ludzie tak uważają. Ogromne wieżowce, nie jeden czy pięć tylko tysiące. Budynek, który ma dwa piętra? Nieee, to nie tutaj. Nie ma co porównywać któregokolwiek polskiego miasta do Hong Kongu.

   

Castingów nie było dużo, większość czasu spędzałam zwiedzając z koleżankami okolice, poznając inną kulturę i jedząc najlepsze (moim skromnym zdaniem) potrawy na świecie. Praca była przyjemnością, kilka godzin, podczas których jesteś traktowany jak stary przyjaciel. "Nie możesz pracować bez śniadania! Poczekaj chwilę, zamówię coś", "Jesteś głodna? A może chcesz przerwę? Nie ma problemu".

Okej, była i najdłuższa moja sesja, bo trwająca aż 13 godzin, ale spędzonych w takim towarzystwie, że zanim się obejrzałam to już byłam w mieszkaniu, a tam czekały na mnie najlepsze współlokatorki. I wcale nie jest tak, jak większość mówi, że np. „Rosjanki bałaganią”, u mnie dziewczyny nie zostawiały po sobie nawet brudnej szklanki. To po prostu zależy od charakteru, a nie od narodowości. :D

   

Ciężki był jedynie pierwszy tydzień. Nie znałam nikogo, moje współlokatorki nie znały angielskiego, nie wiem co robić, a za chwilę święta. Na szczęście po tygodniu przeniesiono mnie do innego mieszkania i potem wszystko już zleciało. Poznałam najlepszych ludzi, a po miesiącu przylecieli w odwiedziny moi rodzice. Najbardziej szkoda mi było mojego brata, ponieważ miał sesje i nie mógł przylecieć (uwaga dla studentów: radzę się uczyć na pierwszy termin :P). Nim się obejrzałam byłam już w domu, a teraz mija miesiąc od powrotu. Już po dwóch dniach w domu chciałam wrócić - nie ukrywam, Polska wydawałaby się nudna, gdyby nie moi przyjaciele tutaj.

Na koniec mogę powiedzieć, że moi rodzice stresowali się chyba bardziej ode mnie, ale była to naprawdę jedna z najlepszych wypraw mojego życia i gdyby ktoś teraz zadzwonił do mnie, że mam tam lecieć jeszcze raz to nie wahałabym się ani chwili.

Było warto.

Dziękuje za uwagę, Paula

   

Paula @ 8fi Model Management

Tagi: 8fiModels z Krakowa, kontrakt w Hong Kongu, modelka w Hong Kongu, Okiem modelki, Paula Rogoz, relacja Pauli z Hong Kongu,
29
sty
Okiem modelki - relacja Marty z Tokyo

Nadal pamiętam, jak bardzo byłam szczęśliwa, gdy dowiedziałam się, że na swój kolejny kontrakt polecę do Tokio. Wszyscy zawsze opowiadali o tym, jak cudowne jest to miasto. Niestety miałam obawy dotyczące szkoły, Świąt spędzonych bez rodziny i Sylwestra bez przyjaciół, ale na szczęście nie miałam dużo czasu, żeby nad tym rozmyślać - wiza, szkoła, przygotowania, a już 25 listopada byłam w samolocie.

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam miasto w drodze z lotniska do centrum z miejsca byłam zachwycona i od razu wiedziałam że to będą cudowne 2 miesiące. Do apartamentu zawiózł mnie booker, miałam tylko 30 minut na przygotowanie się do castingów, co po 20-godzinnej podróży graniczyło z niemożliwością.

   

Na szczęście castingi w Japonii są dużo łatwiejsze i przyjemniejsze niż np. na Taiwanie. Klienci tylko oglądają twoją książkę, robią kilka zdjęć i zawsze są bardzo uprzejmi. Wieczorem byłam w agencji odebrać japoński telefon, klucze i załatwić wszystkie formalności. Już pierwszego dnia ludzie zrobili na mnie bardzo dobre wrażenie.

   

W apartamencie mieszkało 5 dziewczyn, jednak podczas mojego pobytu skład zmienił się aż 3 razy. Mieszkałyśmy w centrum na Shibuya, co było dla nas bardzo dużym udogodnieniem. Pierwszy tydzień był ciężki, codzienne castingi, bezsenne noce i problemy z przyzwyczajeniem się do japońskiego jedzenia, ale chyba każdy musi przez to przejść. Potem zaczęła się rutyna: praca, castingi, zwiedzanie, sushi :D

Najbardziej obawiałam się 10 wolnych dni podczas Świąt, ale razem z moja współlokatorką Kateriną bardzo dobrze zorganizowałyśmy sobie czas. W dodatku miałam w tym czasie okazję wyjechać na dwa dni w góry, aby nakręcić reklamę TV Sony, gdzie poznałam wspaniałych ludzi i mimo bardzo niskiej temperatury spędziłam wspaniale czas.

Jednym z lepszych dni był tez wyjazd do Fuji—Q jednego z największych parków rozrywki na świecie, gdzie razem ze znajomymi bawiliśmy się i śmialiśmy jak dzieci :D Oprócz pracy, obiady ze znajomymi, zakupy i korzystanie z pobytu w Tokio – to była nasza codzienność.

 

W Wigilie pojechałyśmy na obiad do apartamentu naszego znajomego. 25 osób, każdy z innego kraju, nawet się nie spodziewałam, że z ludźmi których znamy raptem 3 tygodnie możemy spędzić tak cudowne Święta i Sylwestra - chyba najlepszego w moim życiu!

Niestety wszystko, co dobre, szybko się kończy i od początku stycznia musiałyśmy wracać do pracy. Praca w Tokio jest bardzo przyjemna, modelki przeważnie są tu traktowane nieomalże jak księżniczki, więc wstawanie rano było dla mnie przyjemnością. Tak mijał dzień za dniem, każdy spędzony we wspanialej atmosferze z wyjątkowymi ludźmi.

   

Nim się spostrzegłam minęły 2 miesiące i już siedzę w samolocie powrotnym do Polski, pisząc ten tekst. W przeciwieństwie do Taipei, gdzie czułam się jak na wakacjach, w Tokio czułam się jak w domu – to całkiem inny świat i inne życie – nie dziwię się, że modelki kochają to miasto.

Bardzo się cieszę, że z nikim nie musiałam się żegnać na długo, bo jestem pewna, że wrócę tam jeszcze przed wakacjami. To ułatwiło mi powrót do Polski, chociaż i tak już tęsknię. Kolejny raz zdałam sobie sprawę z tego, jak wielkie mam szczęście, jak cudowną szanse dostałam i ile dobrego wiąże się z moją pracą.

   

Mogę podróżować, zwiedzać świat, poznawać inne kultury i wspaniałych ludzi, którzy na zawsze zostaną w moim sercu. Ale teraz przede mną powrót do szkoły, nauka i niecierpliwe czekanie na czerwiec :)

Marta Lityńska @ 8fi Model Management

Tagi: 8fi Models, agencja modelek w Tokyo, agencja modelek z Krakowa, kontrakt grudzień-styczeń, Marta Litynska, modelka w Tokyo, okiem modelki, Okiem modelki - relacja Marty z Tokyo, relacja z kontraktu w Tokyo, Satoru Japan,
29
sty
Okiem modelki - relacja Marty z Tokyo

Nadal pamiętam, jak bardzo byłam szczęśliwa, gdy dowiedziałam się, że na swój kolejny kontrakt polecę do Tokio. Wszyscy zawsze opowiadali o tym, jak cudowne jest to miasto. Niestety miałam obawy dotyczące szkoły, Świąt spędzonych bez rodziny i Sylwestra bez przyjaciół, ale na szczęście nie miałam dużo czasu, żeby nad tym rozmyślać - wiza, szkoła, przygotowania, a już 25 listopada byłam w samolocie.

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam miasto w drodze z lotniska do centrum z miejsca byłam zachwycona i od razu wiedziałam że to będą cudowne 2 miesiące. Do apartamentu zawiózł mnie booker, miałam tylko 30 minut na przygotowanie się do castingów, co po 20-godzinnej podróży graniczyło z niemożliwością.

   

Na szczęście castingi w Japonii są dużo łatwiejsze i przyjemniejsze niż np. na Taiwanie. Klienci tylko oglądają twoją książkę, robią kilka zdjęć i zawsze są bardzo uprzejmi. Wieczorem byłam w agencji odebrać japoński telefon, klucze i załatwić wszystkie formalności. Już pierwszego dnia ludzie zrobili na mnie bardzo dobre wrażenie.

   

W apartamencie mieszkało 5 dziewczyn, jednak podczas mojego pobytu skład zmienił się aż 3 razy. Mieszkałyśmy w centrum na Shibuya, co było dla nas bardzo dużym udogodnieniem. Pierwszy tydzień był ciężki, codzienne castingi, bezsenne noce i problemy z przyzwyczajeniem się do japońskiego jedzenia, ale chyba każdy musi przez to przejść. Potem zaczęła się rutyna: praca, castingi, zwiedzanie, sushi :D

Najbardziej obawiałam się 10 wolnych dni podczas Świąt, ale razem z moja współlokatorką Kateriną bardzo dobrze zorganizowałyśmy sobie czas. W dodatku miałam w tym czasie okazję wyjechać na dwa dni w góry, aby nakręcić reklamę TV Sony, gdzie poznałam wspaniałych ludzi i mimo bardzo niskiej temperatury spędziłam wspaniale czas.

Jednym z lepszych dni był tez wyjazd do Fuji—Q jednego z największych parków rozrywki na świecie, gdzie razem ze znajomymi bawiliśmy się i śmialiśmy jak dzieci :D Oprócz pracy, obiady ze znajomymi, zakupy i korzystanie z pobytu w Tokio – to była nasza codzienność.

 

W Wigilie pojechałyśmy na obiad do apartamentu naszego znajomego. 25 osób, każdy z innego kraju, nawet się nie spodziewałam, że z ludźmi których znamy raptem 3 tygodnie możemy spędzić tak cudowne Święta i Sylwestra - chyba najlepszego w moim życiu!

Niestety wszystko, co dobre, szybko się kończy i od początku stycznia musiałyśmy wracać do pracy. Praca w Tokio jest bardzo przyjemna, modelki przeważnie są tu traktowane nieomalże jak księżniczki, więc wstawanie rano było dla mnie przyjemnością. Tak mijał dzień za dniem, każdy spędzony we wspanialej atmosferze z wyjątkowymi ludźmi.

   

Nim się spostrzegłam minęły 2 miesiące i już siedzę w samolocie powrotnym do Polski, pisząc ten tekst. W przeciwieństwie do Taipei, gdzie czułam się jak na wakacjach, w Tokio czułam się jak w domu – to całkiem inny świat i inne życie – nie dziwię się, że modelki kochają to miasto.

Bardzo się cieszę, że z nikim nie musiałam się żegnać na długo, bo jestem pewna, że wrócę tam jeszcze przed wakacjami. To ułatwiło mi powrót do Polski, chociaż i tak już tęsknię. Kolejny raz zdałam sobie sprawę z tego, jak wielkie mam szczęście, jak cudowną szanse dostałam i ile dobrego wiąże się z moją pracą.

   

Mogę podróżować, zwiedzać świat, poznawać inne kultury i wspaniałych ludzi, którzy na zawsze zostaną w moim sercu. Ale teraz przede mną powrót do szkoły, nauka i niecierpliwe czekanie na czerwiec :)

Marta Lityńska @ 8fi Model Management

Tagi: 8fi Models, agencja modelek w Tokyo, agencja modelek z Krakowa, kontrakt grudzień-styczeń, Marta Litynska, modelka w Tokyo, okiem modelki, Okiem modelki - relacja Marty z Tokyo, relacja z kontraktu w Tokyo, Satoru Japan,
7
paź
Okiem modelki - relacja Doroty z Szanghaju

Szanghaj, położony na wybrzeżu Morza Wschodniochińskiego, jest najbardziej wysuniętym na wschód spośród większych miast chińskich. Obecnie zamieszkuje go 23 mln mieszkańców, czyli ponad połowa ludności Polski. Możecie więc sobie wyobrazić jak odmienne jest życie mieszkańców tak olbrzymiego miasta. Dwumiesięczny pobyt w największym i najliczniejszym chińskim mieście pozwolił mi przenieść się w zupełnie inny, nieznany mi dotąd świat. Zwykle moje wakacje miały ten sam przebieg. Chwila niczym niezmąconego odpoczynku od nauki, by końcem sierpnia odwiedzić jedno z bardziej znanych turystycznie miejsc w Polsce. W skrócie: przyjemnie, aczkolwiek bez narażania się na nieprzewidziane niespodzianki losu. Te wakacje miałam jednak spędzić trochę inaczej…

4 lipca wylądowałam na kompletnie obcym mi kontynencie. W Szanghaju powitała mnie ‘przyjemna temperatura’ (około 37 st. C), która, jak się później okazało, miała mi towarzyszyć przez większość pobytu w Chinach.

Na lotnisku czekał na mnie wynajęty przez agencję kierowca. Nasza rozmowa nie należała jednak do najbardziej udanych, ponieważ w Chinach niewiele osób mówi po angielsku, więc co dopiero kierowca białego Vana przewożącego gromadkę młodych dziewczyn z jednego castingu na drugi. Udało mi się jednak uzyskać klucze do mieszkania oraz krótki, powitalny list od szanghajskiej agencji, polecający zmianę karty w telefonie na chińską i opis logowania się do planu prac i castingów. Informacje te z trudem przyswajałam. Po 15 godzinach spędzonych w podróży, jedną z częściej pojawiających się w mojej głowie myśli, było pytanie: czy nie zostanę wysadzona na najbliższej plantacji ryżu, by tam spędzić swoje „wakacje życia”?

1.) Nasz kierowca, po Chińsku Szifu, czekając na nasz powrót z castingu, wybrał dogodne miejsce na krótki odpoczynek.

2.) Plac przed główną bramą, gdzie oczekiwaliśmy przed rozpoczęciem castingów na przyjazd Szifu.

   

Adres okazał się jednak prawdziwy, a istnienie agencji zostało potwierdzone dużym, przestronnym biurem w odległości ok. 1 km od Bandao i Peninsula Garden, kompleksu 35-piętrowych budynków, gdzie znajdował się mój apartament.

3.) Wieczorny widok na kompleks naszych apartamentowców.

Wewnątrz mieszkania przywitało mnie międzynarodowe towarzystwo: współlokatorka, pochodząca z Kirgistanu, urodą przypominająca Angelinę Jolie, dwóch sympatycznych Brazylijczyków oraz miła, jasnowłosa Rosjanka. Nauczeni przez mieszkających tam wcześniej modeli z Polski, Brazylijczycy powitali mnie słowami: ‘siema laska‘, które w połączeniu z brazylijskim akcentem, brzmiały dość zabawnie.

Pierwszy dzień spędzony na castingach przekonał mnie o tym, że Chiny to bardzo dziwne państwo, a zachowania mieszkańców Szanghaju często nie będę w stanie zrozumieć. Na ulicach panował totalny chaos. Sygnalizacja świetlna rozstrzygała o pierwszeństwie uczestników ruchu tylko na bardzo dużych skrzyżowaniach, natomiast w innych miejscach zielone światło interpretowaliśmy jako zachęcający komunikat: „Good luck! czyli: Powodzenia! Może teraz ci się uda;)”

Początkowo tłumy ludzi w metrze wywoływały u mnie chęć natychmiastowej ewakuacji. Tym bardziej, że zmiana linii metra przypominała raczej pieszą wędrówkę do innego miasta. Polegała ona na przejściu dłuuugim korytarzem (oklejonym najnowszą reklamą kremu do twarzy francuskiej firmy Estée Lauder niemal na całej jego długości) w towarzystwie licznej grupy szanghajskich obywateli, wpatrujących się w swoje najnowsze smartfony.

4.) Wejście na stację szanghajskiego metra

5.) Shanghai Hongqiao Railway Station

   

Zwykle jednak na castingi jeździliśmy z naszym kierowcą, który nieustannie puszczał nam „nasze zagraniczne, radiowe hity”. Głównie te sprzed ponad 5 lat, które wydają się tam być ciągle „na topie”. Tak więc spędzając średnio 6 godzin dziennie w samochodzie, mieliśmy okazje usłyszeć Shakirę minimum 5 razy.

Dzięki wolnym niedzielom udało mi się zwiedzić wiele ciekawych turystycznie miejsc, między innymi: People’s Square i People’s Park, Shanghai Oriental Pearl TV Tower, Dzielnicę Pudong , The Bund, Świątynię Nefrytowego Buddy oraz Shanghai Museum.

6.) Widok z Shanghai Oriental Pearl TV Tower

W takich miejscach niejednokrotnie zaskakująca była reakcja chińskich turystów, którzy bez skrępowania podchodzili w naszą stronę i z zacięciem fotografowali europejskie twarze.

7.) Reakcja Chińczyków na widok europejskich twarzy.

Co zdecydowanie negatywnie wpływa na obraz Szanghaju, to brak porządku i czystości jaki panuje dokoła wielu imponujących budowli oraz i zwykłych ulic. Przykry zapach na ulicach, porozrzucane wzdłuż drogi śmieci to standard.

Podróż do Chin, poznanie ciekawych i inspirujących ludzi, zawarcie nowych przyjaźni, tymczasowa zmiana priorytetów, okazała się dla mnie prawdziwą przygodą życia. W dużej mierze zmieniła mój sposób postrzegania świata. Nauczyła mnie podchodzić z dużym dystansem do wielu problemów. Myślę, że warto było zamieszkać w odległości 8159 km od domu i wrócić bogatszą o takie doświadczenie.

Dorota Obrał @ 8fi Model Management

Tagi: 8fi Models z Krakowa, modelka na kontrakcie w Szanghaju, modelka w Chinach, najlepsza agencja modelek z Krakowa, Okiem modelki, relacja Doroty z kontraktu w Szanghaju,

archiwum

kategorie

tagi

linki