8fi Model Management blog

29
sie
Okiem modelki - relacja Marty z Taipei

Pierwszy zagraniczny kontrakt to chyba rzecz na którą początkująca modelka najbardziej czeka, ale też jedna z rzeczy, których najbardziej się obawia. Kiedy agencja napisała mi „przyjeżdżaj na polaroidy, agencja z Taipei jest zainteresowana” nie spodziewałam się, że kilka dni później usłyszę „lecisz początkiem czerwca”. Przyznam szczerze, że byłam w szoku i choć od zawsze chciałam lecieć na kontrakt miałam mnóstwo obaw, które jak się później okazało były całkowicie bez sensu. Przed kontraktem miałam miesiąc, więc wielkie zamieszanie w szkole z wcześniejszą klasyfikacją, a jeszcze większe z paszportem, ale nim się obejrzałam 10 czerwca siedziałam już w samolocie.

Najpierw Frankfurt, Pekin i Taipei. Podróż była ciężka. Pomijając to, że trwała 20 godzin, nie mogłam zmrużyć oka, a w głowie miałam tylko to, jak sobie poradzę i co czeka mnie na drugim końcu świata. Na Taiwan przyleciałam wieczorem, z lotniska odebrał mnie kierowca wynajęty przez agencję i to on zawiózł mnie do apartamentu. Gdy tylko weszłam na parking poczułam wielką fale gorącego powietrza - aż ciężko było oddychać i to uczucie niestety towarzyszyło mi jeszcze przez kolejne 2 tygodnie. Droga trwała ponad godzinę, więc miałam pierwszą okazję do zobaczenia miasta. Już od pierwszej chwili zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Wielkie budynki, wszędzie chińskie "robaczki", zaskakująca czystość i miliony skuterów na ulicach których właściciele, jak mi się wydaje, wcale nie przestrzegają jakichkolwiek przepisów…

   

Kiedy już dojechałam do mieszkania modelek odebrali mnie moi nowi agenci. Przywitali mnie z wielkim uśmiechem, pokazali mój pokój i krótko omówili to, jakie mają zasady. Po 30 minutach z castingów wróciła reszta dziewczyn. Polka, Rosjanka, Litwinka i Węgierka (co zmieniło się po miesiącu, bo doleciała do nas kolejna Rosjanka i dwie Ukrainki).

Byłam troszke zestresowana, ponieważ na samym początku kontraktu z moim angielskim nie było za dobrze (wstyd się przyznać po 7 latach nauki…) Dziewczyny na wstępie niestety nie zrobiły dobrego pierwszego wrażenia, pomijając Vivi - węgierkę która szybko do mnie podbiegła, zaczęła mnie przytulać i podnosić na duchu i od razu chciała wyciągnąć na miasto. Na szczęście udało mi się odmówić, wszystkie współlokatorki wyszły, a ja jak najszybciej położyłam się do łóżka. Pierwsze rozmowy na skype - pierwsze łzy i myśli typu „chce wracać do domu” Nie spodziewałam się, że czeka mnie pobudka o 2 w nocy, pod pretekstem ”Marta, wstawaj idziemy do sklepu, mam ochotę na czekoladę” i chyba tego mi było trzeba. Razem z Paulą odwiedziłyśmy pobliskie 7eleven kupując dosłownie wszystko. Cała noc rozmów, gotowania i jedzenia.

Pierwszy tydzień był ciężki. Codziennie castingi od rana do wieczora, zmiana czasu (6 godzin do przodu) przez którą nie mogłam spać, chińskie jedzenie, do którego ciężko się było przyzwyczaić (jednak później je pokochałam) i oczywiście pogoda, która uniemożliwiała normalne poruszanie się po mieście w ciągu dnia. Na szczęście do wszystkiego udało mi się przyzwyczaić i dosyć szybko przystosowac do nowej sytuacji. Zaczęło się normalne życie i najwspanialsze wakacje mojego życia. Castingi kończyłyśmy około 17-18:00 więc cały wieczór miałyśmy dla siebie.

Każdy casting wygląda praktycznie tak samo. Wchodzą modelki, stają koło siebie, z szerokim uśmiechem który zawsze jest niezbędny, a booker przedstawia klientowi każdą z osobna. Później już tylko kilka zdjęć, pozowanie i czasami kilkakrotna zmiana ubrań. Spędzając większość dnia w samochodzie miałam okazję dobrze poznać dziewczyny i nawiązać pierwsze przyjaźnie. Nie mam pojęcia kto wymyśla te bzdury o brutalnym świecie modelek i wielkiej konkurencji (czas między castingami wykorzystywałyśmy zawsze jak najlepiej :D )

Każdy mój wieczór wyglądał inaczej. Razem z dziewczynami chodziłam na siłownię, chińskie obiady, night markety, spotkania z innymi modelami, kręgle, gorące źródła i oczywiście na plażę, która w taipei jest nieziemska ☺ Zawsze starałyśmy się jak najlepiej wykorzystać każdy nasz wspólny dzień.

   

W połowie wyjazdu miałam również okazję przeżyć swój pierwszy TAJFUN. Dwa dni wolne od pracy, pozamykane sklepy, zero ludzi na ulicach, deszcz, wielki wiatr i co chwile ogromny huk. Na szczęście nic złego nikomu się nie stało a ten czas spędziłyśmy w mieszkaniu w dobrej atmosferze, szczerze mówiąc trochę przymusowego odpoczynku wszystkim wyszło na dobre.

Nie można też zapomnieć o najważniejszym celu mojego kontraktu - pracy. Dzień wcześniej dostawałam mapki z adresem i dojazdem, więc nigdy nie miałam problemu z trafieniem. Tym bardziej, że metro było dosyć proste i szybkie, a jeśli już gdzieś się zgubiłam pytałam ludzi którzy zawsze byli chętni do pomocy. Każdy dzień w pracy mijał mi bardzo szybko i w świetnej atmosferze. Kilka razy miałam też pracę dzięki której mogłam zobaczyć naprawdę wspaniałe miejsca takie jak sesja do katalogu realizowana w górach, czy sesja na łódce pośrodku morza.

   

   

   

Ludzie na Tajwanie są niesamowici. Zawsze uśmiechnięci, przyjaźni. Już w pierwszych godzinach nawiązywałam z każdym bardzo dobry kontakt przez co często spotykałam się z osobami z ekipy również poza pracą. Europejczycy na Tajwanie robią sensację. Czasami nawet kilka razy dziennie zdarzały się sytuacje że ludzie podchodzili do nas z prośbą o zrobienie wspólnego zdjęcia.

Jednym z najpiękniejszych moich dni na Tajwanie była wycieczka ze znajomymi do parku przyrody, a dokładniej nad wodospad w miejsce które co prawda było zamknięte dla ludzi, ale nasi tajwańscy przyjaciele nie bardzo się tym przejmowali :D Nigdy w życiu nie widziałam czegoś tak wspaniałego. Sama natura, błękitna woda, wodospady a dookoła lasy wyglądające jak dżungla. Miejsce idealne.

Tak mijał mi dzień za dniem castingi, praca, przyjemności. Ostatni tydzień był chyba jednym z najbardziej szalonych. Codziennie praca i chęć spędzania jak największej ilości czasu z przyjaciółmi, ciężko było to pogodzić. Wszyscy zaczęli wyjeżdżać i bardzo ciężko było pożegnać się z ludźmi którzy stali się mi naprawdę bardzo bliscy, ale świat jest mały, w szczególności dla modelek. Zatem wierzę w to, że z większością będę miała jeszcze okazję się spotkać na następnych kontraktach, na które czekam z niecierpliwością. Swoją ostatnią noc spędziłam na spacerach z przyjaciółkami i wspominaniu wszystkich szalonych rzeczy.

Poznałam wspaniałych ludzi, nawiązałam międzynarodowe przyjaźnie które trwają do teraz i jestem pewna że będą trwały jeszcze bardzo długo, zdobyłam wielkie doświadczenie odnośnie pracy modelki. Pozowanie, chodzenie, zachowanie na castingach, ubiór który pokazuje twoje zalety, a ukrywa wady, wszystko co w tym zawodzie niezbędne.

Zobaczyłam miejsca, których zapewne nigdy nie udałoby mi się zobaczyć gdyby nie moja praca. Bardzo się usamodzielniłam, co wyszło mi na dobre i oczywiście podszkoliłam angielski który teraz jest duuużo lepszy :D I co najważniejsze mam wspaniałe wspomnienia z najlepszych wakacji w moim życiu, których nigdy nie zapomnę!

Mimo to, że czasami zdarzały się gorsze dni, zmęczenie, tęsknota i chwilowa chęć powrotu do domu (naprawdę tylko chwilowa :p) z perspektywy czasu nie widzę żadnych minusów tego wyjazdu. Wróciłam do domu z wielkim doświadczeniem, wspomnieniami, energią i motywacją do nauki! Pokochałam Taipei i z pewnością kiedyś tam wrócę, ale najpierw chcę odwiedzić inne, nieznane jeszcze dla mnie, zakątki Azji.

   

Marta Lityńska @ 8fi Model Management

archiwum

kategorie

tagi

linki